Żeby nie było, że całe moje życie skupione jest wokół przygotowań do wesela, lub raczej dwóch wesel i jednego ślubu cywilnego, oznajmiam wszem i wobec, iż dziś odbylam pierwsze zajęcia z języka tureckiego po 3 miesiącach przerwy. Niestety, zajęcia zaczynamy jak zwykle z poziomu zero, więc probowalam przekonać pana turka, by stworzył grupe zawansowaną, bo uczę się już półtora roku i nauka mówienia cześć, jak się masz przez kolejne pół, nie sprawi mi przyjemności. Podobno do rozmowy mamy wrócić za 2 tygodnie. Póki co: cześć, jak się masz.
Jutro zaczynamy z Kamilą zajęcia z tańca brzucha! Jest to mój prezent ślubny dla V, miejmy nadzieję, że do nocy poślubnej jeszcze mnie tam czegoś nauczą.
Ah wiem! zabieram się też za wypieki, w cwartek u Ani Molskiej będziemy plotkować, piec cupcakes oraz najmniejszy sernik świata z wiśniami. A to wszystko dlatego, że zamówiłam komplet kolorowych lukrów plastycznych, wykrawaczek, perełek i wałków i będę lepić owce, łosie, ciasteczkowe potwory i inne zwierze mieszkające w dzikiej puszczy lub łące!
Gdy nie piekę, nie uczę się i nie tańczę, czytam "Życie Pi". A otoczką dla tych wszystkich działań na boku jest nasza cudowna kawiarnia, która zaczyna robić się już bardziej tłoczna, a paczki z kawą trzeba zamawiać częściej. Trzymajcie więc kciuki za sezon zimowy, obyśmy stały się piękne i bogate!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz