środa, 15 września 2010

Bayram

Miniony weekend spedzilismy w Rzeszy. Wyjazd zaplanowany na czwartkowe popoludnie, zostal odlozony do poznego wieczora, gdyz V ma problem z wychodzeniem o normalnej porze z pracy. Do Niemiec wybralismy sie z conajmniej trzech powodow. Glownym z nich byl Bayram, czyli swieto na zakonczenie Ramadanu oraz zwiazane z nim spotkanie z rodzina, odwiedziny i obzarstwo! Drugim powodem bylo poszukiwanie sali na nasze wielkie tureckie wesele, trzecim odwiedziny u mlodszej siostry i przetransportowanie jej z mala coreczka Ela Yade z Wolfsburga do Paderborn.
Długa jazda samochodem sprzyja powaznym rozmowom, a moj narzeczony szczegolnie upodobal sobie poruszanie bardzo waznych tematow za kierownica. Pierwszy raz o dacie naszego wesela rozmawialismy w czerwcu, wracajac z niemieckiego wesela jego znajomych. V zapytal wowczas "A wiec, kiedy, uwazasz, powinnismy?" Powinnismy co? Pytam, gdyz wiem, ze pytanie najprawdopodobniej dotyczy naszego wesela, ale nie chce naciskac, przeciez Kasia powiedziala, ze za 10 lat mozemy spodziewac sie slubu! "No kiedy powinnismy sie pobrac?" Odpowiadam, ze najpozniej to.. "Najpozniej to na wiosne" mowi V ku memu zaskoczeniu. Szelmowski usmiech ukrylam wowczas w szybie pasazera.
Nie mam juz w zupelnosci problemu ze zmuszaniem go do rozmowy na temat naszego wesela. Raczej dwoch naszych wesel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz