środa, 15 września 2010

Kosmonauta w kraterze

-"Czy myślałaś już nad tym, którą salę powinnismy wybrać?"
Zawsze, zawsze ważne rozmowy mają miejsce na tej trasie. Odwróciłam obrażoną ciągle buzie do okna i zaczęłam od niechcenia przeglądać katalog podróży poślubnych. Odpowiedziałam jednak grzecznie, że to on musi zdecydować, kiedy i gdzie, bo ta lista gości, bo rodzice, bo zwyczajnie (tego już nie powiedziałam) nie mam na tyle siły, aby brać na siebie odpowiedzialność wyboru dwóch sal na moje dwa wesela. 
-"Czyli dokąd jedziemy"? V wskazał na katalog. Myślałam, że nie jest wielkim fanem kąpieli w basenie i leżenia na plaży, co (również grzecznie), zauważyłam. "Jeżeli będzie to mój prywatny basen, to co innego".
Siedemset kilometrów w samochodzie to dużo czasu na rozmowę. V poruszył temat potencjalnej przeprowadzki do Rzeszy, wizyty w Stambule w listopadzie tego roku oraz dzieci, psów, pracy i mojej sukni ślubnej, listy gości, którą przecież trzeba w domu dopracować!
Do Wrocławia dotarliśmy koło dziewiątej, Panie Portierze, czy można tu postawić te meble na moment i dopiero odstawić samochód?. Tak można, ale za dziesięć minut portier idzie na obchód, więc mamy się śpieszyć. Stoimy więc: Portier, ja, V, fotel, stół i Ford Focus. Winda góra- dół- góra, dokumenty, kluczyki i znowu w samochodzie. O 4 40 byłam już w Intercity Wrocław-Warszawa by o 10 rano zacząć mój dzień w pracy. 
Całe to zamieszanie dlatego, że wychodzę za mąż. Ah! Przecież o te DWA wesela tu chodzi! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz